Niniejsza witryna internetowa korzysta z Google Analytics, usługi analizy oglądalności stron internetowych...
kolejny przystanek...UAE
RSS
czwartek, 30 stycznia 2014

To juz nasze ostatnie godziny w Emiratach :-( 

Dwa ostatnie dni spedzilismy w Dubaju, w hotelu w Festival City, tuz obok biura firmy, w ktorej Marcin pracuje. Ostatnie pozegnalne spotkania :-( Kasztanek daje sie w nocy mocno we znaki - czyzny czul, ze szykuja sie zmiany, czy to kolejny z "wonder weeks"?

 

Nie powiem, nie bede miala nic przeciwko powrotowi do Dubaju. Choc na zdjeciach i inne emiraty prezentuje sie dobrze ;-) I nie chodzi tylko o zjawiskowosc Dubaju, ale i o zyczliwosc, z ktora sie spotkalismy - czy to od lokalesow, czy tez od pracujacych tu Pakistanczykow (moja przygoda z opona, ktora pekla w czasie jazdy i zostala wymieniona przez "zespol" pakinstansko-emiracki; wiesniak, ktory wreczyl Marcinowi i jego kolegom pieczone kurczaki, gdy trenowali w gorach i nie mieli ze soba lunchu; straznik, ktory wreczyl Marcinowi banana ze slowami "you my friend", gdy ten przebiegal obok niego, wiesniak, ktory dal butelke z woda mojemu tacie, gdy ten z Marcinem jezdzil na rowerze - male gesty, ktore sprawiaja, ze swiat wydaje sie przyjemniejszym miejscem do zycia).

 

 

 

 

13:21, amarantowomi
Link Komentarze (1) »
piątek, 24 stycznia 2014

Poczatek 2013 przywitalismy u Marty i Fecha. Bylo spokojnie, ale wesolo i to chyba byl ostatni raz w starym roku, kiedy beztrosko opijalam sie winem J

 

 

Marcin przedluzyl sylwestrowy pobyt w Polsce o tydzien– staral sie wtedy o prace w stoczni, ale jego slabe oczko zmusilo nas do zmiany planow. Gdy on odwiedzal w Trojmiescie okulistow, ja lecialam z powrotem do Chin z Marcinem i Karolina.

 

Styczen uplynal nam pod znakiem pozegnan. Po raz ostatni tez udalam sie na spotkanie firmowe w Szanghaju. Pod koniec miesiaca przeprowadzilismy sie do Emiratow. Wtedy tez okazalo sie, ze nasza binarna rodzina sie powiekszy.

 

Luty przemieszkalismy w hotelu w Dubaju. Nastepnie przenieslismy sie do Fujairy. Gdybysmy przeniesli sie tam od razu po Dubaju - w 2010, pewnie bym sie spakowala, ale po pobycie w Chinach moja perspektywa sie zmienila. Pomoglo rowniez to, ze szefowie z Chin zaproponowali mi prace zdalna. Tym samym mialam zajecie.

 

Marzec i kwiecien byly bardzo stresujace, bo wtedy Marcin przeszedl dwie operacje stozka rogowki, a ze pierwszy transplant sie nie przyjal, operacje trzeba bylo powtorzyc.

 

W kwietniu odwiedzili nas moi rodzice. Zrobilam tez kurs przygotowujacy do administracji i analizy wynikow testow psychometrycznych. Bedac pod presja rychlego porodu, bylam pierwsza osoba, z mojego kursu (i na razie jedyna ;-), ktora zaliczyla wszystkie po-kursowe zadania ;-)

 

W maju uczeszczalismy na szkole rodzenia.

 

W czerwcu pojechalismy do Polski na slub Asi i Tomasza.

 

W lipcu i sierpniu wlaczyl mi sie syndrom wicia gniazda, wiec polowalam na rozne okazje na dubizzlu.

 

We wrzesniu przeszlam  na “urlop macierzynski” i urodzil sie Kasztanek.

 

W pazdzierniku odwiedzila nas Marcina mama,w listopadzie moi rodzice, w grudniu moja siostra i Agata – Emila kuzynka (lol). Pomiedzy wizytami gosci, docieralismy sie jako rodzice ;-)

 

 

 

W grudniu ochrzcilam Emila.

 

 

Swieta spedzilismy w szostke – wraz z moja siostra, Agata i “Profesorem” (Marcina znajomym, z ktorym trenuje).

 

 

Sywlestra zas spedzilismy w polskim gronie na pustyni na obrzezach Dubaju,. A ze w tym roku Dubaj bil rekord Guinnessa w pokazach ogni sztucznych, bylo na co patrzec J

 

 


 

 

 

W miedzyczasie Marcin aplikowal na wewnetrzne stanowisko w Aberdeen i pod koniec grudnia stanelo na tym, ze przeprowadzamy sie do Szkocji. Surprise, surprise, nigdy nie przypuszczalam, ze taka petle zatoczymy ;-)

 

A mam wrazenie, ze byl to wyjatkowo spokojny rok. Haha.

 

16:50, amarantowomi
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 grudnia 2013

Chyba kwestie wagi mlodego mamy pod kontrola - pediatra, co prawda stwierdzila, ze choc nie jest zle, bo tendencja jest zwyzkowa (300g w 10 dni), to jednak moglo by byc lepiej, gdyby wazyl 5kg, a nie 4.600g. Nadal po larmieniu piersia, dokarmiamy go odpompowywanym mlekiem i mlekiem z proszku. Mam co prawda mieszane uczucia, co do tej akcji, bo czasami wydaje mi sie, ze mlodego tucze, jak gaske swiateczna. Do tego wczoraj troche go chyba przepompowalam (wszystko zgodnie ze wskazowkami lekarki), bo calosc mu sie nie zmiescila w brzuchu, a i zakrztusil sie strasznie. No ale wskoczyl z powrotem w przedzial centylowy (choc nadal jest na samym dole), wiec chyba cala procedura ma sens, skoro sa efekty? Kasztanek butle zasysa bez problemu (nie ma znaczenia rodzaj), a i sztucznym mlekiem nie gardzi. Natomiast glupi nie jest i od czasu, do czasu - zwlaszcza, gdy jest zmeczony, odstawia szopki przy cycu, bo to strumien za maly albo znowu za wielki. Roboty z tym tyle, ze nie dziwie sie, ze kobiety karmiace piersia, tak szybko spalaja kalorie ;-)

Ale nie poddajemy sie... i dzisiaj wybralismy sie na pierwsze samotne zakupy (tzn. tylko ja i Emil) - 30 min jazdy, 10 min karmienia przed i po zakupach, 30 min zakupow swiatecznych (sprzedawcy byli na mnie wsciekli - chcieli mi jak najwiecej wcisnac, zachwalajac zestawy promocyjne, a ja monotematycznie odpowiadalam, ze nie mam czasu i chce tylko X i Y ;-) Swoja droga sprzedawcy w sklepach z kosmetykami sa straaasznie namolni, co odrzuca mnie bardzo i sklania do opuszczenia sklepu, jak naszybciej (tuz po ustaleniu czy nie ma w nim opcji na wypsikanie sie Amber Absolut Toma Forda - jesli ktos zna podobny zapach, w mniej nieprzywoitej cenie, to prosze o informacje!).
11:57, amarantowomi
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 grudnia 2013

Mlody pierwszy raz zasmial sie na glos (choc watpie, ze swiadomie ;-) dwa dni temu okolo 3:00 w nocy (choc ze wzgledu na pore nie mialam checi, ani do smiechu, ani na zabawe, rozczulul mnie). Dzis jednak przeszedl samego siebie chichrajac sie, podczas drzemko-karmienia.

09:12, amarantowomi
Link Dodaj komentarz »

Zeby nie bylo, ze odciaganie mleka zajmuje mi caly czas ;-) - mlody na szczescie zaczal tolerowac wozek i polubil bujanie na kostce brukowej. Dzieki czemu i spacery, i usypianie staly sie latwiejsze. A ze temperatura na dworze w koncu jest znosna, snujemy sie czesciej po naszym "uroczym" miasteczku.

 

Na deptaku w Fujairze.

 

 

W drodze do osrodka zdrowia - co by mlodego zwazyc.

 

 

 

 

Przed hotellasem.

 

 

Na plazy.

 

 

 

W sasiednim miasteczku (Kalba).

 

07:31, amarantowomi
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 grudnia 2013

Jestesmy (juz chyba) po kryzysie…laktacyjnym. Przez pierwsze 6 tygodni zycia mlodziana mialam schize, ze mlody ciagle je i ze jego zoladek nie odpoczywa. Wiec, gdy przyjechali dziadkowie zaczelismy akcje wydluzania przerw pomiedzy karmieniami, co bylo o tyle latwe, ze Kasztanek jest towarzyski bardzo. Efekt stal sie jasny, przy kontroli 2-miesiecznej. Mlody praktycznie przestal przybierac na wadze, a ze karmienie piersia rzadzi sie prawem popytu i podazy, kolejne 10 dni nie przyniosly znaczacej poprawy, bo choc mlody ciagnal, za duzo wyciagnac nie mogl. Teraz na zmiane karmie mlodego, potem siebie, odciagam mleko laktatorem i dokarmiam mlodego mlekiem w proszku (choc przyznam iloscia mniejsza, niz zalecona przez lekarke, bo 60ml po kazdym karmieniu wydaje mi sie duza iloscia, zwlaszcza, ze mlody czasami sam sie od piersi “odlacza”) – co dla kazdej matki pragnacej karmic piersia oznacza nieomalze pierwsza porazke wychowawcza ;-) Ale chyba jest juz lepiej – znowu oddycham “pelna piersia” i mlodzian wydaje sie byc kontent.

 

Kolejny "test na dobra matke", jak uroczo nazywa wizyty kontrolne Marcin (nie ma to jak dobre slowo ;-), ale no coz glodny sytego, tudziez ojciec matke, nie zrozumie), za cztery dni.

 

Mlodzian po ostatniej wizycie kontrolnej i szczepionkach (kategorycznie odmowil lezenia w wozku).

18:59, amarantowomi
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 listopada 2013

Dziecko mi sie psuje ... od srodka. Dochodze do takiego wniosku, gdy mlody wydaje z siebie kolejnego baka.

 

Rozmawianie o stolcu milusinskich uwazalam za ostatnie stadium kalafiorowatosci mozgu, ktory to stan dopada czesto debiutujacych rodzicow. Ale i mnie ta faza nie ominela. Od tygodnia to temat nr. 1 juz od sniadania. Ja analizuje konsystencje i kolor. Babcia prawie mdleje w oparach, masujac brzuszek mlodziana i biadole, ze maly "tak nozki podciaga i pewnie ma problemy z drzemkami, bo go te baki mecza". Dziadek dywaguje, czy na pewno powinnam pic kawe (wlasnie kupilismy nowy wypasiony ekspres i nie ma mowy, ze zrezygnuje z porannego cappucino ;-) Obled...

17:17, amarantowomi
Link Komentarze (2) »
środa, 06 listopada 2013
U nas POWAZNE zmiany. Pozytywne na szczescie :-) Przyjechala druga tura dziadkow (tudziez dziadostwa, jak sie sami przezywaja ;-) i pierwszego dnia tak wymeczyli mlodziana, ze padl... w wozku :-) Nareszcie do tego dorosl (przyczym smoczek okazal sie tu pomocny, acz nie zawsze niezbedny). Idac za tropem, animujemy mu czas intensywnie i tym sposobem od tygodnia mlodzian przesypia drzemki juz nie w moich ramionach - co swoja droga i fajne jest, i smutne. Problem jest tylko taki, ze Kasztan (to jeden z trzech obok: Emilki i Puppy'ego ksywek nadanych mu przez kochajacego tate ;-) jest bardzo towarzyski - mnie udaje sie go "zabawiac" przez max. godzine, natomiast przy dobrym towarzystwie czuwa nawet do trzech, wiec sadze, ze nasz aktualny tryb dnia jeszcze ulegnie zmianie. Na fali dobrej passy, pojechalismy wczoraj z Marcinem do Dubaju. M. - mimo wielu obaw - dal sobie naprawic drugie oczko (metoda corneal collagen cross-linking), a ja w tym czasie z rodzicami wybralam sie, pierwszy raz od dwoch miesiecy, do centrum handlowego. Wypilismy kawe z Magda, kupilismy maki razowe (ostanio wzielam sie za pieczenie chleba), palak z zabawkami dla mlodego (taki do przymocowania w foteliku lub w wozku), nadziewane daktyle i daktylowo-pomaranczowy dzem oraz bielizne dla matki karmiacej. W oszolomieniu chodzilam totalnie rozkojarzona ;-) (M. nie moze pojac, ze chcialo mi sie z dzieckiem isc do mall'a, ale mysle, ze matki chodzace po nim z wozkami dobrze by rozumialy moja radosc z tej malej wyprawy ;-) *** M. przebiera mlodego - slysze przez sen: M: ojejku, ale ci sie siurek wykrzywil w tym pampersie - wyglada, jak... miecz omanski.
08:15, amarantowomi
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 31 października 2013

Choc to wyswiechtana prawda, powiem to jeszcze raz - rodzicielstwo to ciagle weryfikowanie wlasnych planow i wyobrazen.

 

I tak wlasnie (po licznych sporach z babciami, ktore tej opcji kibicowaly zanim jeszcze Emil sie urodzil ;-) padlo moje postanowienie nr 2 - "Nie bedziemy uzywac smoczka". Odczekalismy 6 tyg. i postanowilismy smoczek wprowadzic: (a) aby w podrozy pomoc mlodemu zasnac (wypinanie z fotelika na awaryjne karmienie w czasie jazdy jest dosc ryzkowne, a do tego sklanial nas mlodzian dosc czesto), (b) aby jego kiszki mialy przynajmniej godzine przerwy (czasami moze wisiec na cycu przez 1-2 godz.), (c) aby zaczac go przyzwyczajac do spania samemu (mlody juz wazy ponad 4 kg i ma 59 cm, i coraz trudniej bedzie mi go nosic na rekach przez 20h na dobe).

 

Z wyrzutami sumienia naginam tez czasami postanowienie nr 3 - "Dziecka nie bedziemy ukladac do snu na brzuchu" - niestety, gdy wiem, ze to jedyna pozycja, w ktorej choc chwile bedzie spal sam, chwytam sie tej opcji.

 

17:35, amarantowomi
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 października 2013

Czuje sie wycyckana. Od tego ciaglego chodzenia z cycem na wierzchu, zasypiania w neglizu i karmienia w pozycji stojacej, siedzacej, kucajacej i lezacej (w tym karmienia po raz pierwszy w miejscu publicznym - w restauracji w kraju muzulmanskim - choc podobno szejk karmienie piersia wspiera ;-) w moich snach... biegam nago. W szystko niby jest OK, ale nagle w moich snach sie orientuje, ze cos ze mna jest jakby nie tak ;-)

16:09, amarantowomi
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17